Udany sezon Andrzeja Szczepanika

Powiększ obrazalt

Udany sezon Andrzeja Szczepanika

alt

Rozmawiam z Andrzejem Szczepanikiem, najbardziej chyba wszechstronnym sportowcem powiatu kazimierskiego, który mimo swych 64 lat startuje w zawodach pływackich, biega na długich dystansach, uprawia kolarstwo szosowe, a zimą przypina narty i szusuje jeśli tylko jest śnieg. W tym roku po raz pierwszy – za namową przyjaciół – spróbował swych sił w triathlonie, do którego z racji swej wszechstronności jest wręcz stworzony.

Zdzisław Pilarski:  Andrzeju, kiedy rozmawialiśmy w czerwcu, byłeś właśnie po pierwszych startach w nowej dla Ciebie specjalności, triathlonie. Jak się zakończył cykl zawodów o Puchar Polski w tej dyscyplinie?

Andrzej Szczepanik:  Za punkt honoru przyjąłem start we wszystkich czterech zaliczanych do Pucharu Polski zawodach z cyklu Elemental Tri Series. Odbywały się one kolejno – od maja do sierpnia – w Olsztynie, Augustowie, Blachowni i Białymstoku. W swej kategorii wiekowej trzy z nich zakończyłem na najwyższym podium. Jedynie w Blachowni przegrałem z aktualnym mistrzem i wicemistrzem Polski i zająłem 3 miejsce, co jednak nie przeszkodziło w wygraniu całego cyklu na tzw. dystansie olimpijskim. Dodam tu – bo może nie wszyscy znają tę dyscyplinę – że triathlon na dystansie olimpijskim, to 1 500 m pływanie, 40 km wyścig kolarski i 10 km bieg uliczny.

ZP. Startowałeś również w innych zawodach, o trudniejszym poziomie.

AS. Tak. Spróbowałem swych możliwości w zawodach Castle Triathlon Malbork Iron Man. Są to bardzo trudne zawody. Startowało w nich 650 zawodników. Do przepłynięcia mieliśmy 1 900 m, na rowerze 92 km i na zakończenie – pół maratonu w biegu płaskim, tj. około 21 km. Zająłem tu II miejsce, za wielokrotnym mistrzem Polski p. Kubickim.

ZP. To wręcz niewiarygodne. Ale co – poza Twoimi wrodzonymi predyspozycjami do triathlonu – spowodowało takie zaangażowanie się w tej właśnie dyscyplinie i ograniczenie startów w wyścigach kolarskich?

AS. Chyba cała seria upadków i kontuzji, jakie prześladowały mnie w ubiegłym roku. Wszystkie związane były z kolarstwem i to one spowodowały pewną fobię, zwłaszcza przy zjazdach (najgroźniejsza kraksa miała miejsce właśnie na ostrym zjeździe przy prędkości rzędu 70 km/h). Zdecydowałem się na bezpieczniejsze wyścigi – w triathlonie trasy są  bardziej płaskie, nie jedzie się w dużym peletonie, gdyż nie ma wspólnego startu. Po pływaniu zmieniasz kostium, wsiadasz na rower i ruszasz w dalszą trasę indywidualnie. Jest więc bezpieczniej, a przecież młodzieńcem już nie jestem…

ZP. Ale jak widać nie zrezygnowałeś całkiem z kolarstwa.

AS. Oczywiście, że nie. W tym sezonie zaliczyłem 4 wyścigi cyklu MTB Cross Maraton: Piekoszów, Kielce, Morawicę i Bodzentyn. I tu zawsze kończyłem na podium, choć tylko raz na najwyższym. Startowałem też w Podhale Tour w Rabie Wyżnej i Lubaniu.

A wracając do triathlonu, to w cyklu Garmin zwyciężyłem w dwóch zawodach w Radkowie (Góry Stołowe) i Elblągu oraz w Świętokrzyskim Triathlonie w Skarżysku.

ZP. Tak odległe wyjazdy do niemal wszystkich zakątków Polski zapewne sporo kosztują. Jak sobie z tym radzisz? Zakład usługowy, który prowadzisz nie pozwala chyba na takie cotygodniowe „szaleństwa”. Czy ktoś Cię wspiera materialnie w Twojej pasji?

AS. Jestem szczęśliwy, że moja – jak to nazwałeś – pasja doceniana jest przez kazimierskich samorządowców. Tak Pan Starosta Jan Nowak, jak i Pan Burmistrz Adam Bodzioch w miarę posiadanych środków pomagają mi. Dużą pomoc mam też od Prezesa „Rolmetu” Pana Zbigniewa Frączka. Ze swej strony staram się dobrze promować powiat, miasto i gminę Kazimierza Wielka z podium dla zwycięzców.

ZP. I na koniec. Podziwiają Cię entuzjaści sportu z całego kraju. A kiedy będą mogli zobaczyć Cię w akcji kazimierzanie?

AS. Tak się składa, że ostatni raz w Kazimierzy startowałem podczas Maratonu Pływackiego ponad pół roku temu, w lutym. Ale już w najbliższą niedzielę, 25 września wystartuję w IV Kazimierskim Biegu Szlakiem Megalitów, w biegu głównym na dystansie 10 km, w kategorii 60+.

ZP. Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia w niedzielę.

 

 

Zdjęcia Zdzisław Pilarski i archiwum Andrzeja Szczepanika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *